Dziękujemy, teraz zawsze będziesz na bieżąco!
Wielka historia rzadko tworzy się wyłącznie w metropoliach. Często jej najciekawsze karty zapisywane są na głębokiej prowincji. Jednym z takich miejsc jest kościół pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Czeladzi Wielkiej (gmina Wąsosz). Ta niewielka, wiejska świątynia skrywa w swoich murach sekrety wojen, rodowe dramaty oraz unikalną w skali regionu symbolikę.
Obecna budowla stoi prawdopodobnie na średniowiecznych fundamentach. W 1610 roku ówczesny właściciel wsi wzniósł tu kościół praktycznie od zera – bez wieży. Zaledwie osiem lat później wybuchła niszczycielska wojna trzydziestoletnia (1618–1648), która zrujnowała lokalne finanse. Monumentalna wieża z kamienia polnego i cegły powstała dopiero w 1657 roku, nadając świątyni surowy, obronny charakter.
Świątynia od początku miała charakter typowo dworski. Służyła głównie rodowi władającemu tutejszymi ziemiami. Bogaci właściciele mieli wewnątrz luksusową lożę kolatorską oraz wydzielone ławki, podczas gdy ubożsi mieszkańcy musieli zadowolić się miejscami na ciasnych emporach lub na zewnątrz.
Najbardziej niesamowitym elementem wyposażenia jest ambona. Zamiast tradycyjnych wizerunków apostołów, prawdy wiary przedstawiono na niej za pomocą rzeźbionych owoców:
Jabłka – przypominały o grzechu pierworodnym.
Gruszki – symbolizowały słodką miłość Chrystusa do ludzi.
Winogrona – oznaczały mękę Pańską i krew przelaną na krzyżu.
Zwieńczeniem ambonowego programu jest rzeźba pelikana karmiącego młode.
Z kolei drewniane balustrady empor bocznych działają jak dwustronny, biblijny komiks. Lewa strona ukazuje sceny ze Starego Testamentu (np. drabinę Jakubową czy ofiarę Abrahama), a prawa odpowiada na nie scenami z życia Jezusa, w tym Ukrzyżowaniem. Empory naprzeciwko ołtarza zdobił kompletny zestaw 32 rodowych herbów tutejszej szlachty. Choć część z nich uległa zatarciu przez upływ czasu, do dziś na najwyższej kondygnacji po lewej stronie można podziwiać doskonale widoczne tarcze rodów Stosel i Venediger.
Wnętrze kościoła kryje też poruszające, ludzkie historie. Wyjątkowym zabytkiem jest barokowe epitafium Marii Eleonory von Wendinger. Kobieta zmarła w wieku zaledwie 26 lat podczas porodu swojej jedynej córki.
Na płycie do dziś zachowały się oryginalne, kolorowe polichromie herbów.
O dramacie XX wieku przypomina natomiast skromna tablica pamiątkowa ku czci mieszkańców, którzy zginęli w armii pruskiej na frontach I wojny światowej. Pośród niemieckich nazwisk widnieje jedno polskie: Herman Augustyniak, poległy 11 kwietnia 1917 roku – namacalny dowód skomplikowanych losów pogranicza.